Demokratyczna Unia Kobiet - Gdańsk

Kongres Kobiet w pułapce

8.05.2014
 
Renata Grochal 2014-05-07, ostatnia aktualizacja 2014-05-06 21:41:07

W piątek w Warszawie rozpoczyna się VI Kongres Kobiet. Jak co roku przyjedzie kilka tysięcy kobiet. Jednak jest coraz większy problem z tym, by powiedzieć, w jaką stronę on zmierza. Poza zbiorem ważnych ogólników w stylu: wspólnota, równość, odpowiedzialność (hasła tegoroczne), trudno określić priorytety Kongresu.

Tegoroczna impreza oprócz promowania kandydatek do Parlamentu Europejskiego zajmie się głównie gender oraz podsumowaniem z kobiecej perspektywy 25 lat wolnej Polski i 10 lat w Unii.

Gdy Kongres startował, jego priorytety były jasne: parytety dla kobiet na listach wyborczych, tak by mogły walczyć o swoje interesy w parlamencie czy samorządach, zrównanie pensji kobiet i mężczyzn, walka z przemocą, liberalizacja aborcji, wychowanie seksualne w szkołach, refundacja antykoncepcji i in vitro.

Po sześciu latach Kongres stracił wyrazistość i popadł w marazm, zadowalając się ochłapami rzucanymi przez polityków. Kiedy w ubiegłym roku premier Tusk powiedział, że nie ma szans na liberalizację ustawy antyaborcyjnej i związki partnerskie, Kongres grzecznie stulił uszy i głęboko schował te postulaty.

Po wprowadzeniu 35-proc. kwot dla kobiet na listach wyborczych Kongres nie zrobił nic, by Sejm uchwalił parytet. Mimo że jego liderki regularnie spotykają się z premierem, obiecana przez niego ustawa suwakowa, o naprzemiennym wpisywaniu kobiet i mężczyzn na listy, leżakuje w Sejmie.

W kolejnych wyborach kobiety będą więc zdane na łaskę, a raczej niełaskę partyjnych liderów, którzy będą mogli je spychać na gorsze miejsca na listach.

Odpuszczanie kolejnych postulatów Kongresu można tłumaczyć politycznym realizmem, mówiąc, że obecny Sejm jest zbyt konserwatywny. Jednak gdyby "Solidarność" kiedyś tak myślała, wolnej Polski pewnie do dziś by nie było. Siłą ruchu społecznego jest bunt przeciwko zastałej rzeczywistości. A w Kongresie tego buntu widać coraz mniej.

Za to pozwala politykom, by wykorzystywali jego markę. Obok prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz z PO na tegorocznym kongresie wystąpi marszałek Sejmu Ewa Kopacz, która dotąd nie była rzeczniczką równości. Przeciwnie - nie chciała wprowadzenia suwaka na listach Platformy. Tradycyjnie na koniec Kongresu wystąpi także Donald Tusk.

Gdy Kongres powstawał, wydawało się, że dzięki wpływowym kobietom, które go tworzyły, będzie skutecznym lobby walczącym o interesy kobiet. Ale to szerokie forum od lewicy po Platformę okazało się pułapką. Nawet w sprawach kobiet liderkom trudno się porozumieć.

Kiedy ostatnio Sejm odrzucił ustawę o edukacji seksualnej autorstwa Wandy Nowickiej, ramię w ramię z PiS głosowała działaczka Kongresu Joanna Kluzik-Rostkowska z PO, a także marszałek Kopacz.

Gdy Europa dyskutowała o kwotach dla kobiet w biznesie, część lewicowych liderek Kongresu uważała, że to zabieganie o stanowiska dla menedżerek skupionych wokół Henryki Bochniarz i jej Konfederacji Lewiatan. Szansą na przeforsowanie swoich postulatów miało być wejście Kongresu w politykę. Ale przeważyła opinia, że zakładając własną partię, ruch społeczny straci wiarygodność. Część działaczek weszła na listy do europarlamentu Europy Plus - Twojego Ruchu. Jednak zapowiada się spektakularny falstart, bo Palikot dał liderkom Kongresu miejsca w okręgach, gdzie nie mają szansy na mandaty. Jeśli nie wejdą do PE, przylgnie do nich łatka przegranych, jak do Partii Kobiet, która w 2007 r. nie przekroczyła progu wyborczego.

Po sześciu latach działania byłoby o czym rozmawiać, bo do zrobienia jest wiele. Ale Kongres zaprasza na koncert Justyny Steczkowskiej, by posłuchać "Dziewczyny szamana".

http://wyborcza.pl/1,75968,15912466,Kongres_Kobiet_w_pulapce.html

Demokratyczna Unia Kobiet - Gdańsk, Kongres Kobiet w pułapce - http://www.www.duk.gdansk.pl/index.php?artname=stories&artmid=content&id=308